Do wygrania książka Stefana Dąmbskiego “Egzekutor” – konkurs rozstrzygnięty

Nakładem wydawnictwa Karta ukazała się książka Stefana Dąmbskiego Egzekutor. Książka ukazała się w ramach cyklu Tematy Karty. Jest to nowa seria książek historycznych Ośrodka KARTA, w której prezentowane są najciekawsze teksty publikowane we fragmentach na łamach kwartalnika Karta, uzupełniane o dodatkowe materiały.

Dla dwóch osób, które prawidłowo odpowiedzą na poniższe pytanie mamy do rozdania egzemplarze książki Stefana Dąmbskiego Egzekutor.

Pytanie konkursowe:

Jaki pseudonim nosił Stefan Dąmbski, tytułowy Egzekutor?

Na prawidłowe odpowiedzi czekamy pod adresem mailowym: konkurs@o.pl Prosimy również o podanie adresu na jaki ma zostać wysłana nagroda.

Książka zostanie wysłana do Pani Moniki Kowalczyk i Pani Kamili Hankus. Serdecznie gratulujemy!!!

Stefan Dąmbski "Egzekutor"

Stefan Dąmbski "Egzekutor"

Stefan Dąmbski, tytułowy Egzekutor w 1942 roku, jako 17-latek trafił do oddziału AK. Przydzielono mu zadanie likwidacji Niemców i konfidentów. Po zajęciu Rzeszowszczyzny przez Sowietów Dąmbski kontynuował działalność konspiracyjną — wykonywał wyroki na przedstawicielach nowej władzy, a także brał udział w akcjach przeciwko Ukraińcom.

Opisując te wydarzenia, autor pokazuje zarazem, w jaki sposób — będąc nastolatkiem — nauczył się zabijać i dlaczego polubił to zajęcie. Egzekutor jest więc nie tylko opowieścią z życia partyzanta, ale przede wszystkim studium spustoszenia, jakie w człowieku sieje wojna — nawet, jeśli walczy on po słusznej stronie. Swoje wspomnienia Dąmbski spisywał pod koniec życia, zdobywając się na niezwykle szczere i przejmujące wyznanie.

Fragment książki:

Około30 kilometrówna południe od Rzeszowa leżała mała wioska, która nazywała się Harta. Ludność miejscowa składała się przeważnie z drobnych rolników, których głównym zmartwieniem było wykarmienie rodzin. Polityką się nie zajmowali, chodzili co niedziela do kościoła i czekali lepszego jutra. W tej właśnie wiosce urodziła się i wychowała piękna dziewczyna, Jadzia Pierożanka. Skończyła 7-klasową szkołę podstawową, więc jak na warunki wiejskie miała tak zwaną przyszłość przed sobą.

Miała jasnoblond włosy, niebieskie oczy i figurę nie z tej ziemi. Po śmierci ojca, który zginął w wypadku w tartaku, mieszkała z matką i ze swoją młodszą siostrą. Było rzeczą zupełnie zrozumiałą, że o względy pięknej Jadzi starali się chłopcy nie tylko z Harty, ale też ze wszystkich okolicznych wiosek.

Jadzia lubiła się bawić, toteż uczęszczała na wszystkie miejscowe zabawy i wesela, które nie zawsze kończyły się szczęśliwie. Zdarzało się nieraz, że któryś ze słabszych konkurentów Jadzi wracał do domu z rozbitą głową, w którą mu mocniejszy rywal orczykiem przygrzmocił. Jadzia jednak lubiła typowych mężczyzn. Jednym z nich był Bronek Pieniowski. [...]

Lubił śpiewać i to Jadzi imponowało najwięcej. A już zupełnie straciła dla Bronka głowę, gdy będąc na weselu u znajomych, otoczona jak zawsze rojem wielbicieli, zobaczyła na własne oczy, jak Bronek, urażony brakiem miejsca dla siebie przy boku ukochanej, podniósł się z krzesła i, stanąwszy przed samą orkiestrą, zaintonował mocnym, czystym głosem: „Ustąpcie mi dziady, ustąpcie frajery, bo was powyganiam do jasnej cholery! Wyście tańcowali, ja wam nie przeszkadzał, a teraz was będę oknami wysadzał!”. Skończywszy, podszedł uroczyście do kąta izby, z którego wyciągnął dobrze zakon-serwowany orczyk do konia okuty żelazem z obydwu stron. Widok orczyka dał wszystkim do zrozumienia, że to koniec zabawy i że następne tańce odbędą się dopiero na poprawinach. W przeciągu minuty zrobiło się w izbie pusto, bo ci, co nie zdążyli drzwiami, ratowali się ucieczką przez okna.

Zaczął się wielki romans pomiędzy Bronkiem i piękną Jadzią. [...] Bronek uważał jednak, że nie samą miłością człowiek żyje. [...] Że małżeństwo można przełożyć na później, natomiast Ojczyzna potrzebuje go natychmiast, bo przecież wojny przełożyć nie można. Nie pomogły Ja¬dzi prośby, łzy i kuszące uśmiechy. [...] Bronek powziął decyzję. Kochał swoją dziewczynę i wyspowiadał się jej ze wszystkiego. Powiedział, że idzie w szeregi dywersyjne walczyć za Ojczyznę.

Bronek Pieniowski został przydzielony do naszego oddziału jesienią 1943. Polubiłem go bardzo za jego szczerość, otwartość, uczyłem go w wolnych chwilach wielu trików partyzanckich. [...]

O Jadzi opowiedział mi wszystko. Gratulowałem mu tej miłości.

Tymczasem po odejściu Bronka Jadzię ogarnęła roz¬pacz. Nie widziała już celu w swoim życiu. [...] Zaczęła szukać zemsty na narzeczonym. [...] Poszła na miejscowe Gestapo i wyśpiewała wszystko. Że jej Bronek poszedł do partyzantki, że posiadał broń… Gestapo wysłało z miejsca ekspedycję karną, która zlikwidowała całą rodzinę Bronka. Od kul padła jego matka, ojciec, dwóch braci i siostra, nawet wujek, który nocował w czasie najazdu u rodziców Bronka.

Dwa tygodnie po tragedii los Jadzi zostaje przypieczętowany. Wychodzę z kwatery przed wschodem słońca, mam automat pod płaszczem. Wstępuję po drodze po „Majeranka”. Idziemy do Harty. Cały dzień w marszu, jesteśmy na miejscu około szóstej wieczorem. Pamiętam dziś, jak po drodze myślałem o Bronku. Chłopak nawet nie wiedział, że to ja poszedłem na tę robotę.

Na miejscu odszukujemy chłopca z tutejszej konspiracji. Jest już ciemno. Podprowadza nas pod dom Jadzi i odchodzi. Jesteśmy pod oknami. Widzę trzy sylwetki… Jest w domu – myślę. Pukamy i, nie czekając na odpowiedź, wchodzimy do środka izby, przez otwarte drzwi. Jadzię poznaję od razu. Tyle o niej słyszałem od Bronka. Co za śliczna dziewczyna! Te długie włosy i te duże niebieskie oczy… Zobaczyła nas i zauważyłem, że zrobiła się biała jak papier.

– Jadzia Pierożanka? – pytam, patrząc jej prosto w oczy.

– Tak, to ja [...].

Słyszę, jak drży jej głos; próbuje zachować zimną krew do końca. Jej młodsza siostra stoi jak skamieniała, matka leci zemdlona na ziemię. Czytam wyrok.

– Została pani skazana na karę śmierci za zdradę Państwa Polskiego, wyrok zostanie wykonany natychmiast. Daję pani dziesięć minut na modlitwę i pożegnanie się z rodziną.

Mój spokojny głos robi jednak swoje, łzy duże jak groch pokazują się w oczach Jadzi. Siostra rzuca się jej ze spazmatycznym płaczem na szyję, widzę, jak podno¬szą teraz zemdloną matkę i układają ją na łóżku. Patrzę, jak Jadzia robi znak krzyża na piersi, i słyszę, jak szepcze modlitwę. Tak mija parę minut.

W końcu biorę Jadzię za rękę i kieruję się w stronę drzwi. Mijam „Majeranka”, który stoi w drzwiach jak skamieniały. Widzę, że ma wilgotne oczy. Jeszcze parę kroków i stodoła. Ustawiam pod nią na wpół przytomną ze strachu Jadzię, twarzą do siebie, robię jeden krok do tyłu i podnoszę automat. Celuję prosto w głowę. Jest księżycowa noc, widzę to piękne ciało przed sobą i w ostatniej chwili odczuwam pewnego rodzaju żal.

Zniżyłem lufę i równocześnie pociągnąłem za spust. Byle nie w głowę – pomyślałem – jak ona będzie wyglądać w trumnie. Długa seria… i koniec wszystkiego! Jadzia Pierożanka przestała istnieć… I dlaczego? Było to pytanie, które dręczyło mnie później tygodniami.

Cytaty


Magazyn

Sonda

Działalność której instytucji zajmującej się promowaniem designu cenisz najbardziej?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Zobacz archiwum

U have turned off the Artwork.

On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.

Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...

In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.

CODEMANIPULATOR