• 2019-03-24

Przyznano nagrody w III Konkursie Dramaturgicznym Strefy Kontaktu

Jury i Komisja Artystyczna przyznały nagrody w III Konkursie Dramaturgicznym Strefy Kontaktu 2019 organizowanym przez Wrocławski Teatr Współczesny i Miasto Wrocław.

III Konkurs Dramaturgiczny Strefy Kontaktu

Plakat III Konkursu Dramaturgicznego Strefy Kontaktu

Spośród 29 nadesłanych na konkurs utworów Jury w składzie: Piotr Cieplak, Małgorzata Dziewulska, Iga Gańczarczyk, prof. Ryszard Koziołek, prof. Zbigniew Majchrowski (przewodniczący), nagrodziło następujące dramaty:

I miejsce – Jacek Bierut: „Poczucie ciągłości” – 40 000 zł
II miejsce – Magdalena Drab: „Patoformy” – 35 000 zł
III miejsce – Wit Szostak: „Pogłosy” – 25 000 zł

Podczas uroczystej Gali 23 marca 2019 dyplomy wręczył laureatom Jerzy Pietraszek – dyrektor Wydziału Kultury Urzędu Miejskiego Wrocławia.

Uroczysta Gala (23 marca 2019 roku), fot. BTW photographers Maziarz Rajter (źródło: materiały prasowe)

Uroczysta Gala (23 marca 2019 roku), fot. BTW photographers Maziarz Rajter (źródło: materiały prasowe)

Komisja Artystyczna Wrocławskiego Teatru Współczesnego w składzie: Anna Błaszczak, Anna Dąbrowska, Marek Fiedor (przewodniczący), Agnieszka Majcher, Katarzyna Migdałowska, Ryszard Nowak, przyznała nagrodę mecenasa WTW, Prezesa firmy Comex Pawła Korczaka w wysokości 10 000 zł utworowi Agnieszki Jakimiak „Nosexnosolo” za wnikliwe rozpoznanie i oryginalne przedstawienie zagrożeń współczesnego świata.

Komisja nagrodziła także wystawieniem na scenie Wrocławskiego Teatru Współczesnego dramat Wita Szostaka „Pogłosy” oraz dramat Michała Walczaka „Powrót króla”.

Ceremonię wręczenia nagród poprzedziło czytanie performatywne fragmentów nagrodzonych sztuk w wykonaniu Anny Błaut, Aleksandry Dytko, Ziny Kerste, Krzysztofa Kulińskiego i Krzysztofa Zycha, przygotowane przez Marka Fiedora.

Pod koniec sezonu, 29 i 30 czerwca 2019, odbędzie się III Festiwal Dramatu Strefy Kontaktu.Czytania, na którym przedstawione zostaną czytania performatywne pięciu konkursowych sztuk:

– „Cyber Egg” Małgorzaty Szczerbowskiej
– „Nosexnosolo” Agnieszki Jakimiak
– „To, co już się nie stanie” Grzegorza Laszuka
– „Patoformy” Magdaleny Drab
– „Poczucie ciągłości” Jacka Bieruta


Jacek Bierut o dramacie Poczucie Ciągłości:

Jacek Bierut (źródło: materiały prasowe)

Jacek Bierut (źródło: materiały prasowe)

Główną inspiracją do napisania dramatu było zaproszenie do konkursu. Lubię mierzyć się z nowymi dla mnie formami. Moje powieści zawsze są bardzo mocno osadzone topograficznie, ich akcja nie dzieje się gdziekolwiek, tylko w miejscach, które dobrze znam, które schodziłem, wywąchałem, udokumentowałem. Tym razem musiałem o przestrzeni w tekście myśleć zupełnie inaczej. Pozbyć się nadmiaru „ruchu”. I w dodatku obejść się bez narratora, konstrukcji dotąd dla mnie zasadniczej. Spróbowałem zatem z przyjemnością. Skorzystałem z tego, co mi podsunęło tak zwane „życie”. Sprawa „Babińca”, czyli kobiecego oddziału więzienia przy Kleczkowskiej we Wrocławiu. Posterunek Policji przy Trzemeskiej. Do tego spotkania osób, które chodziły do jednego liceum. Potem sporo myślenia, szukania języka bohaterek i bohaterów, konstruowania wydarzeń na ograniczonej przestrzeni, myślenie o czasie, napięciach. Sama przyjemność. W dodatku nie było żadnej gonitwy, mogłem dopracować szczegóły, uporządkować nakładające się na siebie wątki i inspiracje.

Zasadniczą treścią „Poczucia ciągłości” są relacje. Kobiet z kobietami, mężczyzn z mężczyznami i mieszane. To trochę sztuka o tym, czym dziś jest miłość, przyjaźń i pamięć, a czym odpowiedzialność lub „życie bez zobowiązań”. Ale przyglądam się też temu, co się kryje pod tak chętnie wykorzystywanym ostatnio terminem „wartości”. Przede wszystkim jest to jednak szybko dziejąca się akcja w jednym dość nietypowym miejscu, do którego trafiają bardzo różni ludzie z różnych powodów. Sprawdzam ich mentalną siłę i możliwości przesuwania się napięcia między ludźmi wraz z rozwojem wydarzeń. Mamy uciekinierkę z więzienia, osobę skazaną za fałszowanie wyników badań zleconych przez lekarzy, mamy pościg, mamy miłość starą i nową, nie uciekam też przed ważnymi społecznie sprawami. Powstał szereg bohaterów i bohaterek, którzy zmuszeni zostali do rozstrzygnięcia w jednym czasie i miejscu bardzo ważnych dla siebie spraw. Przy tym zadbałem o to, żeby przy okazji to wszystko było choć w części zabawne.

Magdalena Drab o sztuce Patoformy:

Magdalena Drab (źródło: materiały prasowe)

Magdalena Drab (źródło: materiały prasowe)

Inspiracją dla mnie w znacznej mierze były postulaty Konkursu STREFY KONTAKTU. „Patoformy” stanowią wynik poszukiwań formalnych i przyglądaniu się różnym językom. Chciałam zbudować dramat nielinearny albo przynajmniej posiadający taki potencjał, dlatego „Patoformy” to sztuka, którą można „obsługiwać” przez niemal dowolną liczbę aktorów i której sceny uszeregowane są w porządku alfabetycznym oraz niepowiązane ze sobą fabularnie. Tematycznie opowiadają one o różnych przedziwnych tworach i zjawiskach bardziej lub mniej charakterystycznych dla czasów, w których żyjemy. Często są to sceny mówiące o trudnościach w komunikacji, dziwnym, śmiesznym przewartościowaniu, którego jesteśmy świadkami czy zwykłej głupocie. Sztuka poniekąd stanowi postulat powrotu do początku, pewnej pierwotnej czystości, zdefiniowania języka i świata na nowo.  

Wit Szostak o dramacie Pogłosy:

Wit Szostak, fot. Mikołaj Starzyński (źródło: materiały prasowe)

Wit Szostak, fot. Mikołaj Starzyński (źródło: materiały prasowe)

Trudno mi wskazać konkretną inspirację. Ostatnio moje teksty powstają wokół słów, fraz, rozwiązań formalnych. Tak było z „Pogłosami”. Wyobraziłem sobie opowieść, która się rodzi, zaczyna z jednego słowa i pęcznieje, słów przybywa, po a po drodze zmieniają się sensy. Interesowało mnie, czy możliwe jest zbudowanie dramaturgii poprzez zderzanie słów, a nie poprzez postaci i konflikty pomiędzy nimi. „Pogłosy” były pomyślane od początku jako eksperyment z teatralną formą. 

„Pogłosy” to forma teatralna, gdzie słowa i ich zestawiania budują sytuacje dramaturgiczne. Nie ma osób dramatu w tradycyjnym znaczeniu tego terminu. Osobami stają się słowa: zmieniają się, odkształcają, wchodzą w relacje, które je przemieniają. Tu rodzą się napięcia: opowieści i słowa kluczą, gubią się, odnajdują, szukają sensu. Skoro podstawowym zabiegiem formalnym na początku sztuki jest rodzenie się opowieści, a na jej końcu umieranie opowieści, to tematem, który został w tę formę wlany, jest napięcie między miłością a śmiercią. Natomiast powracającym motywem, w którym miłość i śmierć się przeplatają, staje się mit o Orfeuszu i Eurydyce.

Michał Walczak o Powrocie Króla

Michał Walczak (źródło: materiały prasowe)

Michał Walczak (źródło: materiały prasowe)

Inspiracją do napisania „Powrotu króla” była nostalgia za latami 90. i karnawałem transformacji, który wspominają bohaterowie – cyrkowcy zatrudnieni w Cricolandzie – największym lunaparku Polski, który stał pod Pałacem Kultury. Wizyta Michaela Jacksona, który zachwycił się Polską i chciał zbudować w Warszawie park rozrywki, była symbolem polskiego snu o Zachodzie, a hołd, który składali mu politycy, intelektualiści i biznesmeni – ukoronowaniem na króla polskiej transformacji. W 2019 obchodzimy 30-lecie odzyskania wolności i na karnawał transformacji patrzymy przez pryzmat dzisiejszych sporów politycznych. Atmosfera radości i wspólnoty wyparowała, Michael Jackson jest pośmiertnie obalonym królem. A co, jeśli Michael żyje? Co, jeśli – jak obiecywał – osiedlił się potajemnie w Polsce?

„Powrót króla” to fantazja o Michaelu Jacksonie, który żyje w Polsce i po latach – jako stary człowiek – postanawia powrócić z nowym materiałem i spełnić obietnicę daną Polakom. Buduje park rozrywki, zatrudnia bezrobotnych cyrkowców, wyrzuconych poza krąg oficjalnej kultury, planuje wielki show na otwarcie. Czy uda się wrócić na tron? Czy Polacy odbudują wspólnotę i radość życia?

Agnieszka Jakimiak o dramacie Nosexnosolo

Bezpośrednim bodźcem do napisania tego dramatu był dla mnie list otwarty wystosowany przez byłych współpracowników i współpracowniczki Jana Fabre’a, dotyczący jego praktyki pracy – opartej na przemocy, mobbingu, molestowaniu i egzekwowaniu pozycji władzy. Zafascynowała mnie – oraz zszokowała – odpowiedź Jana Fabre’a, a raczej obecnego zespołu Troubleyn, balansująca między protekcjonalizmem a całkowitą ignorancją wobec cudzego cierpienia. Stwierdziłam, że ta sytuacja zawiera w sobie wielki potencjał sceniczny. W końcu teatr zazwyczaj opowiada sam o sobie, a tym razem mamy do czynienia z materiałem, który bezpośrednio opowiada o reprodukowaniu struktur władzy i przemocy.

„No sex no solo” to hasło przywoływane przez jednego z byłych współpracowników Fabre’a, który twierdził, że już w latach osiemdziesiątych ta maksyma określała zasadę pracy z belgijskim twórcą. Pożyczyłam z listu otwartego performerek i byłych tancerek Toubleyn dwie sytuacje i, podążając za instrukcjami Raymonda Queneau, przepisałam je na wiele wersji, używając zarówno uzasadnionych argumentów, które pojawiły się po stronie ofiar molestowania, jak i zupełnie idiotycznych i absurdalnych, pochodzących głównie ze strony samego Fabre’a i jego obrońców (jak np. Marina Abramovic). Tekst „nosexnosolo” może być czytany jako dokumentacja postawy charakterystycznej dla ludzi u władzy,  która, mam nadzieję, niedługo będzie musiał odejść w niepamięć.

Dodaj komentarz