Barwna historia przenośnych odtwarzaczy

Od epickich boomboxów po iPody mieszczące się w dłoni – przenośne odtwarzacze muzyczne przebyły długą drogę, rewolucjonizując sposób, w jaki słuchamy muzyki. Swojskie kaseciaki, walkmany czy odtwarzacze mp3 były symbolami kolejnych, muzycznych dekad – poznajcie ich dzieje.

Źródło: materiały prasowe

Źródło: materiały prasowe

Wędrówkę po historii przenośnych odtwarzaczy rozpoczynamy w latach sześćdziesiątych.  To czas tryumfu rock and rolla, stopniowego rozluźniania obyczajów i przeddzień ery dzieci-kwiatów. W 1966 roku na sklepowych półkach pojawił się przenośny kaseciak holenderskiego Philipsa, który zrobił furorę jako pierwszy sprzęt umożliwiający przegrywanie ulubionych utworów z radia na kasety, bez użycia mikrofonu i dodatkowych kabli. Gdy więc w radiu leciał hit Beatlesów, wystarczyło wcisnąć przycisk, żeby zachować go na zawsze i odtwarzać do woli.

Trend szybko podchwyciły inne marki, w tym Grunding, a wyścig technologiczny sprawił, że początkowo kiepska jakość nagrań z czasem zdecydowanie się poprawiła. Ekspertami w tej dziedzinie byli Japończycy. To właśnie oni już w latach 70. produkowali kompaktowe boomboxy o imponującej jakości dźwięku, dzięki czemu szturmem podbili europejski rynek. Z czasem przenośny sprzęt wyposażono w odłączane głośniki, odtwarzacze CD, a nawet odbiorniki sygnału telewizyjnego.

Kasprzak gra w Polsce
Japońskie innowacje nie docierały tak łatwo za żelazną kurtynę, więc żądni „przenośnej muzyki” Polacy musieli radzić sobie sami. Naszą odpowiedzią na zachodnie boomboksy był swojski Kasprzak, czyli radiomagnetofon produkowany w Zakładach Radiowych im. Marcina Kasprzaka w Warszawie. W latach 50. hitem fabryki były radia lampowe, w 60. prym przejęły radia szpulowe, a lata 70. i 80. to era kaseciaków z serii MK, B czy RM. Niemal każdy z nas miał w domu przynajmniej jeden taki odtwarzacz. Polskie zakłady produkowały wspomniane radiomagnetofony na obcych licencjach, między innymi Grundiga czy Thomsona, więc pod nieco zgrzebną, plastikową, PRL-owską powłoką biło serce zachodniej myśli technologicznej.

Boombox prosto z blokowiska
Niewielkie, polskie kaseciaki formalnie można nazywać boomboxami, jednak to określenie kojarzymy przede wszystkim z przenośnymi odtwarzaczami z USA, gdzie, jak wiadomo większe jest wszystko. Amerykańskie boomboxy już na początku były duże. Z czasem sięgnęły rozmiarów walizek z potężnymi głośnikami dla różnych częstotliwości i z obowiązkowym basem, najlepiej tak mocnym, by drżała cała okolica. Ważące nawet po 12 kg kolubryny miały uchwyty, ale zdecydowanie wygodniej było nosić je na ramieniu i z takim widokiem najczęściej je kojarzymy.

W latach 80. efektowny, chromowany boombox był dla amerykańskiej młodzieży symbolem równym dzisiejszym, najnowszym modelom iPhon’a. Ten gadżet szczególnie upodobała sobie subkultura hip-hopowa. Boombox pozwalał zorganizować walkę na rymy w każdej chwili – z mikrofonem lub bez. Niektóre modele wzbogacano nawet w gramofony do miksowania i skreczowania. Jedna z legend rapowej sceny, LL Cool J, nagrał nawet utwór na część przenośnego odtwarzacza – I Can’t Live Without My Radio.

Chodź i słuchaj: walkman i discman
Lata 80. to nie tylko era efektownych boomboxów, wielkich jak fryzury dziewczyn i ramiona wypychanych poduszkami żakietów, ale również walkmanów, które promowały muzyczny indywidualizm. W latach 90. urosły do miana gadżetu z kategorii must-have, zwłaszcza gdy miało się klasycznego Walkmana marki Sony, której w dużej mierze zawdzięczamy popularyzację tego odtwarzacza. Niewielkie walkmany przyczepiane do pasków lub noszone w kieszeniach były atrybutem niemal każdego nastolatka, a widok dzieciaków nawijających za pomocą ołówka taśmę na szpulki kaset wpisał się w krajobraz szkolnych korytarzy.

Wraz z nadejściem ery CD ich miejsce zajęły przenośne odtwarzacze płyt. Gdy kasety na dobre znikły ze sklepów muzycznych, discmany chwilowo zdominowały rynek odtwarzaczy przenośnych, ale ich popularność w dużej mierze wynikała z braku alternatyw. Były większe i mniej poręczne od walkmanów, a same płyty mniej trwałe od kaset. Pod koniec lat 90. płyty przestały być potrzebne, ponieważ na rynku w USA pojawiły się pierwsze odtwarzacze plików MP3.

Mobilność w wersji mini: odtwarzacz mp3
Protoplastę dzisiejszych iPodów stworzył w 1979 roku brytyjski naukowiec Kane Kramer, który dwa lata później został zatrudniony przez Apple, by tam kontynuować prace nad miniaturowym odtwarzaczem muzycznym. Jak wiemy, ten cel firma osiągnęła dokładnie dwie dekady później, gdy w 2001 roku zadebiutował pierwszy iPod, zwiastując muzyczną rewolucję. Każdy chciał go mieć, a gdy się udało, nie omieszkał tego pokazać, więc iPod na długo przyćmił konkurencję. Z czasem odtwarzacze mp3 miała niemal każda marka, choć ten z logo Apple pozostaje najbardziej rozpoznawalnym.

Obecnie większość z nas ma możliwość słuchania muzyki przez smartfona i chętnie z tego korzysta. Mimo to wielu wciąż woli indywidualne odtwarzacze przenośne, przeznaczone wyłącznie do słuchania muzyki i konstruowane z dbałością o jak najwyższą jakość dźwięku. Współcześni audiofile, którym nie w smak urządzenia Apple, powinni docenić przenośne odtwarzacze marek Creative oraz Cowon.

Dodaj komentarz