W przetarciach widać i słychać więcej

Bohaterką pierwszoplanową esejów Piotra Pazińskiego jest literatura, której autor oddaje głos, starając się unikać osobistego tonu. Powraca w Rzeczywistości poprzecinanej do swoich starych znajomych: Joyce’a, Kafki i Schulza, sięga też po postaci nowe: Celana, Cylkowa, Bialika. Próbuje się również zmierzyć z Tadeuszem Kantorem – twórcą dla siebie najważniejszym.

Piotr Paziński, „Rzeczywistość poprzecinana” – okładka (źródło: materiały prasowe)

Piotr Paziński, „Rzeczywistość poprzecinana” – okładka (źródło: materiały prasowe)

Czytelniczce albo Czytelnikowi na pewno rzuci się w oczy rozmaitość wątków tkackich. Powód jest prosty. Otóż w niejednej tradycji i niejednej kulturze czynność tkania kojarzona bywa ze snuciem opowieści, a gotowa tkanina – z tekstem, który mieni się znaczeniami i określa z osobna los każdego człowieka. Ale również tkanie i pisanie mają ze sobą wiele wspólnego. I tu, i tam chodzi przecież o trwałe i oryginalne splecenie wątku i osnowy. A w praktyce – o ciężką robotę, która polega na ustawicznym pruciu i zawęźlaniu nitek symbolizujących warstwy sensów, języków i tradycji, pamięci i rzeczy niepamiętanych, wpływów i nawiązań symbolizujących także pojedyncze ludzkie głosy. Te znowuż są najlepiej słyszalne w prześwitach i ubytkach tekstu. W przetarciach widać i słychać więcej, i to one najbardziej mnie interesują.

Piotr Paziński

Piotr Paziński – pisarz, filozof, naczelny redaktor „Midrasza”, badacz związany z Uniwersytetem Muri im. Franza Kafki. Przez kilka lat zajmował się Ulissesem Jamesa Joyce’a (książki Labirynt i drzewo, 2005 oraz przewodnik Dublin z Ulissesem, 2008), następnie ogłosił dwa tomy własnej prozy: Pensjonat (2009) i Ptasie ulice (2013). Laureat Paszportu „Polityki” i Europejskiej Nagrody Literackiej. Pisze, tłumaczy, zajmuje się filozofią judaizmu i tematem żydowskim w literaturze. Bywa także wykładowcą, fotografem oraz redaktorem i składaczem książek własnych i cudzych.

W szkatułkowej architektonice Austerlitza relacja nieżyjącego dziadka szewca Evana przywołana przez wnuka, w dzieciństwie zasłyszana i zapamiętana przez Jacquesa Austerlitza, przysposobionego syna ponurego walijskiego pastora, odtworzona po latach z pamięci, opowiedziana narratorowi i skrupulatnie (?) przez niego zanotowana, pełni funkcję klarownej aluzji do losów przedwcześnie zmarłych (a właściwie zamordowanych) członków rodziny Austerlitzów. Ale status opowieści, po wielekroć zapośredniczonej i zacytowanej, powinien z miejsca wzbudzić czujność czytelnika. Przecież nie przypadkiem relację prostego szewca poprzedza wspomnienie fotografii dziewczynki (tudzież reprodukcja fotografii rzeczywiście przedstawiającej jakąś dziewczynkę), której widmo Austerlitz dostrzegł kiedyś (samodzielnie czy pod wpływem Evana?) na walijskiej łące, a domyka ją, zaraz po aluzji do poprzedniej książki Sebalda (jedwab, jeden z przewodnich motywów Pierścieni Saturna), obraz z biblijnej Księgi Wyjścia: korowód Żydów wędrujących przez pustynię. Nie dość na tym. Jak łatwo sprawdzić, historię o duchach Sebald przeniósł z innego swojego tekstu – z rozpoczętej i niestety nie ukończonej relacji z podróży na Korsykę, gdzie mowa o obyczajach pogrzebowych korsykańskich górali i ich wierze, że zmarli „bynajmniej nie przebywali na wieki w bezpiecznej dali zaświatów”, traktowano ich bowiem nadal „jak tubylczych krewnych, tyle że znajdujących się w szczególnym stanie i jako communità dei defunti tworzących swego rodzaju solidarną wspólnotę przeciwko tym, którzy jeszcze nie umarli. Ledwo o piędź ziemi niżsi niż za życia, krążą tu i tam, grupkami i gromadami, a niekiedy drogą maszerują całe ich pułki w regularnym szyku pod chorągwią”.

Obydwa opisy, walijski i korsykański, zasadniczo przystają do siebie, odróżnia je jednak pewien istotny szczegół. Otóż wersję korsykańską narrator zaopatrzył w odautorski komentarz, a konkretnie – w opis własnych spotkań ze zmarłymi, m.in. w londyńskim metrze i na Grabenie w Wiedniu, które – rzecz mało zaskakująca – pozostają w zgodzie z tekstami antropologów badających obyczaje i wierzenia mieszkańców śródziemnomorskiej wyspy, ale też do złudzenia przypominają relację walijskiego szewca Evana. Tekst Campo Santo również nie sugeruje kolejności wypadków. Nie wiadomo zatem, czy narrator (znów tożsamy i nietożsamy z Sebaldem) naczytał się książek o Korsyce, wskutek czego dostrzegł ducha w kolejce do kasy w supermarkecie, czy na odwrót – natrętna wizja, wzmocniona dziecięcym wspomnieniem leżącego w trumnie dziadka, zestroiła się z lekturami, a może wręcz wpłynęła na zainteresowanie obyczajami funeralnymi obcych ludów. Wolno jednak sądzić, że także tutaj obydwa czynniki – pamięć własna i pamięć fantazmatów kultury – wzajemnie się warunkują. Literackość nieżyjących karzełków nie ulega kwestii, choć jednocześnie wizja jest niepokojąco realna, ponieważ wyrasta z własnego, a nie tylko zasłyszanego przeżycia.

(fragment)

Piotr Paziński, Rzeczywistość poprzecinana
Premiera: grudzień 2015 roku
Wydawnictwo Austeria

Dodaj komentarz