Nic zwyczajnego o Wisławie Szymborskiej

Rok 1996. Ona – świeżo upieczona Noblistka, On – właśnie ukończył studia. Spotkali się w 1996 roku, rozstali w 2010. Spędzili razem 15 lat. Poetka i jej Pierwszy Sekretarz. Michał Rusinek wspomina współpracę z Wisławą Szymborską i pokazuje nieoficjalną, mniej znaną twarz Noblistki w książce Nic zwyczajnego, która ukaże się już w tym miesiącu .

Michał Rusinek, „Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej” – okładka (źródło: materiały prasowe)

Michał Rusinek, „Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej” – okładka (źródło: materiały prasowe)

Po Noblu powtarzała, że zrobi wszystko, żeby nie stać się osobistością, lecz pozostać osobą. Kiedyś rozpoznał ją taksówkarz i powiedział: „To dla mnie zaszczyt wieźć taką osobliwość”. (…) trochę racji miał: była dość osobliwym przedstawicielem naszego gatunku.

Wisława Szymborska uwielbia anegdoty i jest bohaterką wielu z nich: ośmiela się w obecności Króla Szwecji zapalić papierosa; spotkanemu przypadkowo w hotelu Umberto Eco pada w ramiona; na włoskim targu szuka parmezanu granulowanego, czym przyprawia sprzedawców o palpitacje serca.

Michał Rusinek opisuje codzienność i sytuacje nadzwyczajne. Wystawne przyjęcia, kolacje wśród przyjaciół i codzienne zakupy, wyprawy dalekie i bliskie, słynne „loteryjki” i formalne spotkania. Pokazuje nieoficjalną, mniej znaną twarz Noblistki. Opowiada, jak przepisywał wiersze, odpisywał na listy, pomagał w przeprowadzkach i zakupach, towarzyszył w podróżach, także tej ostatniej. Obok kapitalnych anegdot mamy tu chwile głęboko poruszające, które składają się na portret osoby nieprzeciętnej, damy o niespotykanym poczuciu humoru, niezwykłej, nakreślony subtelnie, wnikliwie, pozwalający zrozumieć, na czym polegał jej fenomen i w czym tkwiła istota jej uwielbianej przez czytelników poezji.

Nie przepadała, kiedy goście się u niej zasiadali na dłużej, zwłaszcza ci zapraszani na popołudniową kawę. Prosiła mnie wówczas o telefon o określonej godzinie. Ponieważ automatyczną sekretarkę miała zawsze włączoną i zawsze ustawioną na tryb głośnomówiący, wszyscy w mieszkaniu słyszeli pierwsze słowa dzwoniącego, do podniesienia przez Szymborską słuchawki. Ustawiałem sobie budzik z przypomnieniem o telefonie do niej. Dzwoniłem, przedstawiałem się i mówiłem: „Pani Wisławo, dzwonię do pani zgodnie z naszą umową, miałem pani przypomnieć…”. Tu zazwyczaj podnosiła słuchawkę, więc i goście przestawali słyszeć naszą rozmowę. Ja już nie mówiłem nic, ona natomiast powtarzała: „No tak, no tak. Wyleciało mi z głowy. Koniecznie dzisiaj? Aha, aha… No dobrze, ale nie teraz, bo – i tu podnosiła lekko głos – bo mam teraz znakomitych gości! Więc może tak za godzinę by pan wpadł, dobrze?”. Zwykle po półgodzinie dzwoniła, że się udało i żebym oczywiście nie przychodził. W pewnym sensie była interesowna. Nie lubiła spotkań, które jej nic nie dawały. Nazywała je „pustymi kaloriami” i skracała do minimum. Czego oczekiwała? Ciekawej historii, anegdoty, ale też czegoś autentycznego. Czegoś, co, jak sądzę, mogłaby wykorzystać w wierszu, felietonie albo choć przerobić na anegdotę własną. „Jak było?” – pytałem po takich spotkaniach. W najgorszych przypadkach odpowiadała: „Jak mawiał Kornel: było słodkodupnie”.

(fragment)

Michał Rusinek, Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej
Premiera: 27 stycznia 2015 roku
Wydawnictwo Znak

Dodaj komentarz