Brudny róż

Książka Kingi Kosińskiej to porażające wyznanie osoby transpłciowej. Świadectwo społecznego wykluczenia i rozpaczliwego poszukiwania tożsamości. Opowieść o granicach płci, ludzkiej wytrzymałości i strachu. O szukaniu potwierdzenia w zaprzeczeniu. Odnalezieniu sensu w wierze w Chrystusa.

Kinga Kosińska, „Brudny róż” – okładka (źródło: materiały prasowe wydawcy)

Kinga Kosińska, „Brudny róż” – okładka (źródło: materiały prasowe wydawcy)

Kinga zawsze była inna niż reszta chłopców. Sztuczną wyniosłością maskowała ból. Kryjącym pudrem – podstępny zarost. Samotnie błądziła w poszukiwaniu akceptacji, której nie dała jej nawet operacja korekty płci. Po latach odrzucenia i pogardy mogłaby napisać encyklopedię ludzkiej podłości.

Kinga Kosińska każdym kolejnym wyznaniem szarpie sumienie i zmusza do zastanowienia nad własnym stosunkiem do „innego”. Ta książka to wielkie humanistyczne zaskoczenie.

Brudny róż to książka nie tylko o transseksualnej dziewczynie. Tak naprawdę to opowieść przynosząca ulgę każdemu, kto z rozmaitych przyczyn czuje się niedostosowany, nieadekwatny i bardzo z tego powodu cierpi.

Małgorzata Halber

Kinga Kosińska przeszła prawny i medyczny proces korekty płci. Urodziła się i mieszka w Czeladzi. Działaczka na rzecz poszanowania transpłciowości, także w środowisku katolickim. Aktywistka grupy LGBTQ Wiara i Tęcza. Prowadzi stronę internetową. Bohaterka artykułu w miesięczniku „Znak” oraz wywiadu w „Tygodniku Powszechnym”. Brudny róż to jej książkowy debiut.

Padał deszcz i już z daleka widziałam, że kilku chłopaków stoi w klatce schodowej bloku, który muszę minąć. „Gdyby nie padało, to wyszedłbym i cię zajebał, pedale”. Deszcz, mój obrońca. Męska natura, która zwymiotowała na mnie bezczelnością jakiegoś chłopca. Nie patrzę na nich nigdy. Nie znam ich twarzy. Słyszę wyzwiska, a oni są dla mnie jednym wrogim ciałem, taką dżdżownicą pełzającą ulicami mojego miasta. Za każdym razem, gdy przez nie idę, boję się ich spotkać. Często się udaje, ale i tak się boję. Gdy wchodzę na swoje osiedle – tutaj się urodziłam – mój oddech staje się cięższy, płytszy. Robi mi się gorąco ze zdenerwowania, popadam w panikę. „Transwestyta”. Milczę, a we mnie krzyk. I ten krzyk odbiera mi powietrze z płuc. Przecież ja tylko jestem i nie robię niczego nienormalnego. „Wielki łeb, wielki łeb” – słyszałam to całe dzieciństwo. To było jak drugie imię, choć za każdym razem bolało tak samo.

(fragment)

Kinga Kosińska, Brudny róż
Premiera: 17 listopada 2015 roku
Wydawnictwo Nisza

Dodaj komentarz