Fynf und cfancyś, czyli powieść o superbohaterze

Najnowsza powieść enfant terrible polskiej literatury to powrót autora do jego literackich korzeni. W książce Fynf und cfancyś Michała Witkowskiego ponownie pojawiają się ulubione postaci autora z legendarnego Lubiewa.

Michał Witkowski, „Fynf und cfancyś” – okładka (źródło: materiały prasowe wydawcy)

Michał Witkowski, „Fynf und cfancyś” – okładka (źródło: materiały prasowe wydawcy)

Dianka szuka szczęścia w Wiedniu, który zdaje się spełnieniem marzenia o zachodnioeuropejskim raju. Wstępem do niego jest jednak męski szalet, w którym zarobić najłatwiej. Na jej drodze staje pewien Polak o wiele obiecującej ksywie „Fynfundcfancyś”. Cierpki humor, groza codzienności i niedyskretny urok lat 90.

Tak o swojej książce napisał Michał Witkowski:

„Niby gadasz z ludźmi, niby się uśmiechasz, niby działasz na tym świecie, ale tak naprawdę jesteś od nich lepszy, jesteś zupełnie osobno, nie angażujesz się w ich sprawy, w każdej chwili gotów ich sprzedać” – tak brzmi dwunaste, ostatnie przykazanie życiowe tytułowego bohatera. Trudno znaleźć w literaturze bardziej bezczelną manifestację egocentryzmu. Może zasady pani de Merteuil z Niebezpiecznych związków mogłyby się z nią równać.

Fynf und Cfancyś to chłopak, który przede wszystkim knuje, myśli, analizuje i próbuje zrozumieć zasady merkantylnego Zachodu, aby obrócić je na swoją wyłącznie korzyść. A rozumie dużo, bo jak na swój wiek jest nadświadomy.

Zgłębia psychologię samotnych mężczyzn z klasy średniej i wyższej, którzy przychodzą do niego jak do psychoanalityka ze swoimi wadami: zbyt grubi, zbyt chudzi, zbyt starzy, zbyt nieśmiali, zbyt niscy, zbyt wysocy, żeby uznać siebie za godnych seksu za darmo. FuCk wyszukuje ich kompleksy i stara się je wyleczyć, chociaż na jedną noc. Rozumie, że po całym dniu/życiu w szwajcarskiej korporacji są psychicznymi i emocjonalnymi wrakami. Słucha ich i dowiaduje się o świecie Zachodu o wiele więcej, niż musiałby wiedzieć, aby spełnić ich zachcianki. O świecie, do którego tęsknił w Polsce, w Koninie.

Nazwałem go „super bohaterem”, ponieważ w jego czarnych oczach odbija się rzeczywistość powieściowa, Szwajcaria, klienci, luksusy, polscy luje, nie radząca sobie Dianka, Azjatki…

Wszystko to poznajemy przez pryzmat jaźni bohatera, jego wewnętrznych lub głośno wypowiedzianych monologów. Znajdująca się początkowo w centrum uwagi Dianka schodzi na plan dalszy. Nie może konkurować ani z przenikliwością, ani z inteligencją głównego bohatera. Chłopiec ten, uciekając z domu, z Konina, paląc na działkach wszystkie dokumenty i zdjęcia, całą swoją przeszłość, narodził się na nowo jako super bohater właśnie. Sięgnął po to, po co inni zawsze się bali sięgnąć, zniechęceni ceną – zniszczył jedno życie, jedną tożsamość i zaczął inne. Dużo go to kosztowało: musiał podeptać wszystkie sentymenty wobec swoich bliskich, rodziców (w autobusie wyrzuca kanapki matki). To go wzmocniło. Wie, że to, kim jest i jak żyje, wybrał i stworzył sam. Widać, że kwitnie, że już nie jest tym zahukanym chłopcem zatrzaśniętym między klasówką z fizyki a niezbyt smacznym obiadem w domu. On miał czelność stworzyć sobie, na swój użytek, fantazmat „Wielkiego Świata” i życia, które „jest gdzie indziej”. Nie on jeden. Często całymi latami wzdychamy do naszych fantazmatów. Ale on w ów fantazmat wskakuje jak do zimnej wody, on się w nim pławi, pamiętając cały czas, że na szwajcarską rzeczywistość nakładają się jego własne stereotypy o luksusie i wielkim świecie. Jeśli coś od nich odbiega, chłopak tego nie zauważa, ucina to. W jego świecie nie ma taniej sieci supermarketów spożywczych Migros, nie ma szarych protestantów ubranych w tanie ciuchy i buty, nie ma szwajcarskiej codzienności. Jest tylko fantazmat rozwinięty do rozmiarów świata. O ten fantazmat chłopak pewnie niebawem rozbije sobie głowę. Ale jeszcze nie teraz. […]

Michał Witkowski, Fynf und cfancyś
Premiera: 21 października 215 roku
Wydawnictwo Znak

Komentarze (2) do artykułu “Fynf und cfancyś, czyli powieść o superbohaterze”

  1. eva

    No i w końcu będę mogła ją przeczytać. Bardzo długo na nią czekałam i bardzo się cieszę, że w końcu trafi do mnie.

  2. Tośka

    Super, też się cieszę. Bardzo lubię taki styl pisania, sprawia, że czyta się książkę jednym tchem, wciąga, nie można się od niej oderwać.

Dodaj komentarz