• 2015-05-09

Łódź stolicą Polski?

Łódź stolicą Polski – to temat najnowszego, 83 numeru kwartalnika „Karta”. Mała osada – po kilku dekadach XIX wieku stająca się przemysłową metropolią – działała na wyobraźnię. W następnym stuleciu traciła co prawda energię, jednak raz jeszcze stała się miastem obiecanym – w styczniu 1945.

Kwartalnik „Karta”, nr 83 – okładka (źródło: materiały prasowe)

Kwartalnik „Karta”, nr 83 – okładka (źródło: materiały prasowe)

W „Karcie” 83 m.in.:

  • Temat numeru: Łódź stolicą Polski (1945). Miasto największych możliwości;
  • Dwugłos o niepodległości: emisariusz Piłsudskiego i wileński demokrata (1911–1913);
  • Konspiratorka: Maria Straszewska – sekretarz redakcji „Biuletynu Informacyjnego” (1939–1943);
  • Między Izraelem a Francją – listy Jerzego Giedroycia i Witolda Jedlickiego (1962–1963);
  • Konflikt na Polskim Spiszu (przełom lat 60. i 70.).

Łódź stolicą

Mała osada – po kilku dekadach XIX wieku stająca się przemysłową metropolią – działała na wyobraźnię. W następnym stuleciu traciła co prawda energię, jednak raz jeszcze stała się miastem obiecanym – w styczniu 1945. Tym razem po niespełna roku skupiała pół miliona mieszkańców i niemal wszystkie centralne ośrodki państwa. Mogła poczuć się stolicą, trwale wzmocnić pozycję. Nie wytrzymała jednak konkurencji mitu Warszawy – zmartwiałego miasta, podnoszącego się z ruin.

Wybór wspomnień, tekstów prasowych, piosenek, wierszy i fotografii dokumentujących szczególny rok, kiedy do Łodzi – jak do arki Noego – ściągali rozbitkowie ze wszystkich stron zdewastowanego kraju.

Miasto, które nigdy nie miało uniwersytetu, otrzymało uniwersytet. Miasto, którego teatry nigdy nie miały się czym pochwalić, otrzymało teatry – pierwsze w kraju. Miasto, które nigdy nie posiadało środowiska artystycznego, otrzymało największe i najruchliwsze środowisko artystyczne w kraju.

Adolf Rudnicki, pisarz

Za niepodległością, Michał Sokolnicki; Wspólny kraj, Michał Römer

Odrodzona Rzeczpospolita – nadrzędny cel dla polskich niepodległościowców, choć osiągany różnymi drogami. O idei Niepodległej mówią: emisariusz Komendanta Józefa Piłsudskiego (we wspomnieniach) i wileński „demokrata” z duszą polsko-litewską (w dzienniku).

Doświadczanie Rumunii

Dla Polaków dotkniętych we wrześniu 1939 druzgocącą klęską Rumunia jawi się bezpieczną przystanią. W jej stronę rusza fala uchodźców, w tym najwyższa reprezentacja państwa polskiego. Dwa różne społeczeństwa nieznające się nawzajem historia sprawdza w przymusowym braterstwie.

Wybór dzienników, wspomnień i oficjalnych dokumentów, przedstawiających rumuńską rzeczywistość uchodźców z Polski (1939–1941).

W ambasadzie panował niesłychany chaos. Była ona dosłownie oblężona przez tłumy uchodźców. Szczupły personel ambasady, nieprzygotowany do tego rodzaju pracy, był zagubiony. A przede wszystkim – i to jest nieprzyjemna cecha polska – był zupełnie zdemoralizowany. Z miejsca pospiesznie usuwano portrety prezydenta Mościckiego czy marszałka Śmigłego-Rydza, a przecież zarówno prezydent, jak i rząd egzystowali jeszcze mimo internowania.

Jerzy Giedroyc, sekretarz ambasadora RP w Bukareszcie Rogera Raczyńskiego

Chyliczki, 19 września 1941. Związani ze środowiskiem „Kuźnicy”, od lewej: Krystyna Rejsówna, Zofia Goetel, Wiesława Lodwichówna, Stefan Mirowski, Maria Straszewska, Ryszard Zarzycki, Aniela Dutkiewicz, Lesław Wysocki, Danuta Rapacka, Aniela Siedlecka. Fot. Z kolekcji Marii Straszewskiej / OK (źródło: materiały prasowe)

Chyliczki, 19 września 1941. Związani ze środowiskiem „Kuźnicy”, od lewej: Krystyna Rejsówna, Zofia Goetel, Wiesława Lodwichówna, Stefan Mirowski, Maria Straszewska, Ryszard Zarzycki, Aniela Dutkiewicz, Lesław Wysocki, Danuta Rapacka, Aniela Siedlecka. Fot. Z kolekcji Marii Straszewskiej / OK (źródło: materiały prasowe)

Front „Kamyka”, Maria Straszewska

Wspomnienie z czasu konspiracji, opisujące zespół redakcji „Biuletynu Informacyjnego” (tygodnika warszawskiego okręgu SZP–ZWZ–AK, a od wiosny 1941 centralnego organu prasowego Biura Informacji i Propagandy AK), prowadzonego przez Aleksandra Kamińskiego.

Ja – „Anna” – stałam się odtąd nie tylko najbliższą współpracowniczką „Kamyka”, ale cząstką jego podziemnego życia. Spełniły się moje pragnienia. Byłam szczęśliwa. I dumna, że to właśnie mnie „Kamyk” wybrał, że obdarzył mnie takim zaufaniem. Ale też czułam ciężar odpowiedzialności. Im bliżej „Kamyka” poznawałam, tym bardziej byłam nim zafascynowana. Zaczęłam ulegać jego męskiemu urokowi. Sumienna w wykonywaniu moich obowiązków, spontanicznie usłużna, czujnie troskliwa, niczym chyba się nie zdradziłam. Czy zauważył, że zaczęłam malować usta? Czy potrafiłam ukryć radość, gdy prosił, bym przywiozła mu na Żoliborz dodatkowo popołudniową pocztę? Dni, kiedy nie widywaliśmy się, wydawały się puste. Były oczekiwaniem. Bo przy powitaniu nie maskował radości.

Maria Straszewska

Iluzje Października, Witold Jedlicki, Jerzy Giedroyc

Październik ’56 stanowi w historii Peerelu cezurę symboliczną. Prezentowane listy Witolda Jedlickiego i Jerzego Giedroycia odnoszą się do jego następstw. Największy niepokój Jedlickiego, który znalazł się wtedy na emigracji, budziła nie „kierownicza rola” PZPR, lecz dominacja w społeczeństwie postaw konformistycznych. Był to efekt rozczarowania Październikiem, który – według Jedlickiego – był od początku zwrotem kontrolowanym przez władze.

Witold Jedlicki. Fot. z archiwum Jana Józefa Lipskiego (źródło: materiały prasowe)

Witold Jedlicki. Fot. z archiwum Jana Józefa Lipskiego (źródło: materiały prasowe)

Niezgoda w kościele

W XX wieku odzyskujące podmiotowość narodową Słowacja i Polska dzieliły między siebie Spisz i Orawę, czyniąc ich fragmenty przestrzenią konfliktu. Po II wojnie światowej 14 wsi Polskiego Spiszu w północnym pasie regionu (powiat Nowy Targ), przypisanych Polsce, stało się terenem słowackiej samoobrony. W Nowej Białej i Krempachach spór narósł w cieniu kościołów. Wybór dokumentów i wspomnień z lat 60./70. pomaga zrozumieć apogeum konfliktu na Polskim Spiszu.

W Krempachach i Nowej Białej istota sporu nie dotyczy śpiewu w kościele po polsku lub słowacku – to tylko punkt odniesienia, zewnętrzna ekspresja. Chodzi o tożsamość. I słowacką, i polską. W tych wsiach występują obie tożsamości i zapewne mogłyby współistnieć w pełni pokojowo, gdyby po obu stronach nastąpiło zrozumienie: po polskiej – że po tej drugiej są Słowacy, a nie polscy odszczepieńcy i że mają oni prawo manifestować siebie inaczej, choćby śpiewając stare religijne pieśni po słowacku, nawet jeśli na co dzień mówią polskim dialektem; po słowackiej – że przynależą do Polski, choć jej sami nie wybierali, i że mogą przyjąć polskie sąsiedztwo, jeśli pozbawione ono będzie niechęci do nich.

Czy to niespełnialne marzenie, by choćby w 70. rocznicę przekazania Polsce spornych ziem, 20 maja 2015, odbyło się na Spiszu spotkanie polsko-słowackie? Dokonać razem analizy zdarzeń historycznych, wyjaśnić charakter wzajemnej niechęci. Może wystarczyłoby dać sobie nawzajem sygnał, że obie strony nie uważają tej drugiej za gorszą. Może zaczęłaby się normalna wspólna rozmowa.

Zbigniew Gluza

Konstruowanie przeszłości – finał dyskusji nad sensem rekonstrukcji historycznych w Polsce.

W obronie sumienia – międzynarodowy protest wobec władz rosyjskich, podejmujących próbę likwidacji „Memoriału”.

„Karta”, nr 83
Maj 2015 roku
Ośrodek Karta

Dodaj komentarz