Marek Bieńczyk z nową powieścią – Jabłko Olgi, stopy Dawida

Nowa książka Marka Bieńczyka Jabłko Olgi, stopy Dawida – pierwsza po przyznaniu autorowi Nagrody Nike w 2012 roku – ukazała się 18 marca nakładem wydawnictwa Wielka Litera.

Marek Bieńczyk, „Jabłko Olgi, stopy Dawida” – okładka (źródło: materiały prasowe)

Marek Bieńczyk, „Jabłko Olgi, stopy Dawida” – okładka (źródło: materiały prasowe)

Na kartach wysmakowanej prozy Marka Bieńczyka spotykają się Dawid i bohater literacki, kowboj z westernu, piłkarz i poeta, aktorka i chłopiec, wy i ja. Życie zewnętrzne łączy się z wewnętrznym, coś, co wiemy, z czymś ciekawym, o czym nie mieliśmy pojęcia, melancholia z promieniem słońca, mądrość intelektualisty z chichotem wiecznego chłopca. Pozornie oderwane od siebie tematy opowiedziane są z erudycyjną lekkością językiem najwyższej urody.

Podobnie jak w nagrodzonej Nike Książce twarzy, tu również literatura idzie w parze ze sportem, psychologia z kinem, zasłyszane z doświadczonym. Całości patronują Marcel Proust i Marcel – narrator siedmiu tomów W poszukiwaniu straconego czasu, po których Bieńczyk, wytrawny frankofil, porusza się z naturalną swobodą. Marcel, obserwator obsesyjny, nie przegapi nigdy żadnego szczegółu, przypomina autor i po tej lekturze po raz kolejny mamy pewność, że nie inaczej jest z samym Bieńczykiem.

Dłoniach na wietrze obsesyjnie przygląda się gestom, analizując między innymi słynny gest Zinadine Zidane’a, powalenie Materazziego, z meczu o mistrzostwo świata. To akurat wyjątkowy gest przemocy, czy aby jednak obecnie na co dzień nie nadużywamy gestów? Co jeszcze nam mówią? Czego już nie oddają? Czy nie jest tak, że wobec frenetycznej gestykulacji – która, zdaje się, należy dzisiaj do normy – przychodzi pokusa, by chować ręce do kieszeni i jak najmniej z siebie ujawniać? W Dobrych wróżkach porównuje Zbigniewa Herberta i swego ojca, zwykłego urzędnika. Łączyło ich… słuchanie Dalidy, Haliny Kunickiej i Ireny Santor, które Herbert umieścił nawet w wierszu. To powód, by opowiedzieć o sferach luksusu w PRL. Gdzie indziej Bieńczyk przywołuje Gretę Garbo i Marilyn Monroe, powracając do swego ulubionego czytania twarzy, które jest nieskończone, bo twarze te dają nam wciąż jakąś możliwość, wyostrzają nasz wzrok. Jak wiele można z nich wyczytać?

Wyrzuć coś drzwiami, poucza wyrażenie (polszczyzna wymyśliła to przed Freudem), a wróci oknem – przypomina autor Jabłka Olgi. Tym oknem wracają pierwsze przeczytane książki Niziurskiego i Bahdaja, odbyta lata później wyprawa do Rio, gdzie podczas karnawału uczestniczył w paradzie szkół samby. Wracają obrazy Hoppera, dzięki którym kiedy pierwszy raz pojechałem do Ameryki, pomyślałem, że byłem już tu wiele razy, i wraca jak refren problem ucieczki – od świata, od siebie, w życiu i w sztuce. Czy faktycznie – pyta – Marcel Proust ma rację, widząc, że ludzie to potwory i że wszystko da się zbrukać; wszystko z wyjątkiem wielkiej sztuki? W ostatnim z tekstów Bieńczyk opisuje jeden z rysunków Sempego. On siedzi bezradnie w salonie, ona się krząta: Colette, co uczyniłaś, co uczyniliśmy z naszej zwierzęcości? I znów mieszają się życie i sztuka, zmieniając sensy i intencje, bo tekst o Sempem pisany był w dniu, w którym doszło do zamordowania jego kolegów po ołówku, choć nie po temperamencie, z Charlie Hebdo.

Marek Bieńczyk (ur. 1956) – pisarz i tłumacz z języka francuskiego. Opublikował powieści Terminal (1994) i Tworki (1999), książki eseistyczne: Czarny człowiek. Zygmunt Krasiński wobec śmierci (1990), Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty (1998), Oczy Durera. O melancholii romantycznej (2002), Przezroczystość (2007) oraz zbiory felietonów Kroniki wina (2001) i Nowe kroniki wina. Jest także współautorem pierwszego polskiego przewodnika enologicznego Wina Europy. Czterokrotnie nominowany do Nagrody Literackiej Nike, otrzymał ją w 2012 roku za tom esejów Książka twarzy (2011).

Marek Bieńczyk, Jabłko Olgi, stopy Dawida
Premiera: 18 marca 2015 roku
Wielka Litera

Dodaj komentarz