Pejzaż miejski w Galerii Stalowa

Wystawa zbiorowa Pejzaż miejski rozpocznie się 2 września w Galerii Stalowa w Warszawie. Zaprezentowane zostaną prace piątki artystów: Pawła Słoty, Marii Kiesner, Zbigniewa Blukacza, Artura Przebindowskiego i Andrzeja Koniakowskiego.

Paweł Słota, „Przestrzenie ujawnione XVII” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Paweł Słota, „Przestrzenie ujawnione XVII” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Malarstwo pejzażowe od stuleci zajmowało się głównie przedstawianiem widoków natury lub wsi, incydentalnie od średniowiecza, renesansu i baroku malowano fragmenty miast w tle, ale właściwie dopiero od XVIII w. zaczęły powstawać pełnoprawne weduty tzn. pejzaże przedstawiające sceny miejskie. Wyspecjalizowali się w nich zwłaszcza Wenecjanie, na czele z Giovannim Antonio Canalem, zwanym Canaletto oraz – tak samo nazywanym – jego siostrzeńcem Bernardo Bellotto.

Ich weduty reprezentowały styl miejskiego pejzażu topograficznego, bardzo wiernego przedstawianym obiektom miejskim. Skorzystali z tej wierności obrazów Bellotta Canaletta urbaniści planujący pieczołowitą odbudowę zniszczonej Warszawy, zwłaszcza Starego Miasta i Traktu Królewskiego, co dziś możemy sami sprawdzić naocznie, dzięki ustawionym na szklanych cokołach reprodukcjom obrazów Włocha, ustawionym w pobliżu najważniejszych obiektów zabytkowych stolicy. (…)

Właściwie dopiero wiek XX przyniósł styl pejzaży wielkomiejskich, co oczywiście wiązało się z dynamicznym rozwojem dużych aglomeracji. Malarze, a także fotograficy i filmowcy prześcigali się w próbach oddania specyficznego charakteru pejzaży miejskich i to zarówno tzw. topograficznych, czyli oddających w konwencji realistycznej obraz miast, ale i wizyjnych, fantastycznych, odnoszących się do pewnych konkretnych i rzeczywiście istniejących elementów, lecz jako całość stanowiących oryginalną wizję artysty.

Takie właśnie są obrazy zebrane na wystawie Pejzaż miejski. Pozornie przedstawiające widoki miast, konkretnych ulic czy domów, w istocie jednak będące swobodną kreacją, tworem wyobraźni artystów – czworga malarzy i fotografika.

Zbigniew Blukacz, profesor katowickiej Akademii Sztuk Pięknych, jeszcze do niedawna zajmował się przede wszystkim eksplorowaniem śląskich plenerów podmiejskich, obszarów na granicy miasta, na ziemi niczyjej, na przykład na tzw. terenach kolejowych, gdzie zindustrializowana przestrzeń zrujnowała resztki natury. Lecz nie pozbawiła ich walorów godnych przedstawienia na pięknych – świetnie skomponowanych i nasyconych kolorystycznie – obrazach (cykl Poza horyzont, 2003). Od 2011 r. wydaje się, że Blukacz na dobre porzucił peryferia, by przenieść się do serca miasta, najczęściej przedstawianego nocą, często w deszczu czy we mgle. Widzimy tunele lub duże skrzyżowania, pobocza, zarejestrowane jakby mimochodem z okna samochodu, podczas podróży. Blukacz operuje rozedrganymi plamami barwnymi, zbliżając się niejednokrotnie do abstrakcji. To raczej powidoki, niż konkretne miejsca na Śląsku czy gdziekolwiek indziej. Miejska przestrzeń imaginacyjna, odnosząca się do struktury i atmosfery pejzażu miasta. W swoim ostatnim cyklu Mapy światła przenosi się na jeszcze wyższy poziom abstrakcji, ponad horyzont, by portretować tkankę miast z okna samolotu. Nocą, gdy miasto jest z tej perspektywy świetlistą mapą.

Maria Kiesner to młoda warszawska – a konkretnie północnopraska – malarka. Portretuje budynki, które zainteresowały ją z racji ich wybitnych walorów architektonicznych lub – wręcz odwrotnie – z racji swej brzydoty, typowości. Najczęściej maluje na podstawie współczesnych fotografii lub czarno-białych, niewyraźnych ilustracji z dawnych książek, poświęconych budownictwu i architekturze. Jej dzieła nie są jednak wiernymi wedutami topograficznymi, choć do pewnego stopnia oddają ogólny plan i szczegóły. Jak się okazuje, dla artystki to tylko baza, podkład do budowy właściwego obrazu, uwzględniającego czysto malarskie układy barw i nierzeczywiste światło.

Andrzej Koniakowski jest piewcą śląskich pejzaży od kilkudziesięciu lat. Należy do grona klasycznych fotografików śląskich. Prace, prezentowane na wystawie Pejzaż miejski, nie są jednak klasycznymi fotografiami pejzażowymi. To kolaże, układy form bliskich abstrakcji w typie konstruktywistycznym (cykl ten został zadedykowany Aleksandrowi Rodczence). Fragmenty przedstawień miejskich są najczęściej multiplikowane i zestawiane z czysto graficznymi elementami. Podobnie podchodzi artysta do przedstawień warszawskich: konkretny detal, sfotografowany w dającym się zlokalizować miejscu, zostaje poddany przekształceniom formalnym, poprzez które traci walor konkretu, by zyskać wymiar czysto artystyczny, oparty o analizę płaszczyzn i światła.

Artur Przebindowski, młody, ale cieszący się już dużym uznaniem w kraju i za granicą krakowski malarz, tworzy od lat cykl obrazów Megalopolis – wizję miasta-molocha, urbanistycznego monstrum, które nie jest tylko fantazją, lecz rzeczywistością wielu największych aglomeracji Ameryki Południowej czy Azji. Przebindowski nie maluje jednak brazylijskich faweli czy slumsów Mumbaju, to nie są weduty najuboższych dzielnic mega miast. To raczej dość ponura – choć piękna – wizja zdegenerowanego, przeludnionego do granic możliwości, ale także odhumanizowanego, skrajnie biednego, tandetnego i tymczasowego miasta przyszłości. (…)

Zbigniew Blukacz, „Nocne życie” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Zbigniew Blukacz, „Nocne życie” (źródło: materiały prasowe organizatora)

Najbliżej miejskim pejzażom Pawła Słoty, młodego krakowskiego malarza, z którym Galeria Stalowa współpracuje od ponad roku, czyli od samego początku swojego istnienia, jest do prac Zbigniewa Blukacza. Mamy bowiem do czynienia z nocnymi wizjami wielkiego miasta, obrazami imaginacyjnymi, oddającymi atmosferę wielkomiejskiej ulicy, ale nie portretującymi konkretnych miejsc. O ile jednak Blukacz obserwuje miasto z bezpiecznej perspektywy okna samochodu lub samolotu, Słota pozostaje na ulicy, zbliża się do pędzących aut czy tramwajów, nieraz na niebezpieczną odległość. To pewnie z tego powodu jego obrazy są tak dynamiczne, niemal ruchome, momentalne, powstające nie w efekcie dłuższej obserwacji czy analizy, lecz chęci oddania chwili, w której przebiega się przez ulicę na czerwonym świetle. Pejzaże Pawła Słoty oddają ten stan ryzyka, na jakie jesteśmy narażeni żyjąc w wielkim mieście. Zwłaszcza nocą.

To, co zbliża najbardziej Słotę i Blukacza oraz wszystkich artystów Pejzażu miejskiego, to ich podejście do światła. Nie malują miejskich wedut, lecz światła wielkiego miasta – tak o wystawie Pejzaż miejski opowiada w swoim artykule Światła wielkiego miasta Krzysztof Stanisławski, dyrektor artystyczny Galerii Stalowa.

Pejzaż miejski
Wernisaż: 2 września 2014 roku, godz. 18.00–20.00
Wystawa potrwa do 21 września 2014 roku
Galeria Stalowa
Warszawa

Dodaj komentarz