• 2012-02-29

Ludzie koki, ampiri i tytoniu w Gdańsku

Od 24 lutego 2012 roku w Muzeum Narodowym w Gdańsku trwa wystawa Bora. Indianie Amazonii. Ludzie koki, ampiri i tytoniu ze zbiorów Muzeum Etnograficznego w Toruniu oraz prywatnych Marka Wołodźki.

Fot. Marek Wołodźko, Bora (źródło: materiał prasowy)
Fot. Marek Wołodźko, Bora (źródło: materiał prasowy)

Mija 520 lat od odkrycia Ameryki przez Krzysztofa Kolumba. To już ponad pół tysiąclecia – dużo w skali pojedynczego człowieka, nie tak wiele w kontekście historii ludzkości. Przez ten czas wiele się zmieniło, nastąpiło ogromne przyspieszenie rozwoju naszej cywilizacji. Dzięki komunikacji lotniczej świat znacznie się skurczył i przybliżył, a z kolei media (TV, Internet) pozwalają dziś zobaczyć odlegle miejsca i dowiedzieć się czegoś o świecie bez wychodzenia z domu.

Jak z tymi zmianami radzi sobie rdzenna ludność Ameryki Południowej i czym było dla niej nasze odkrycie ich świata?

Temat ten niezwykle interesuje współczesnych etnologów. Docierają oni między innymi w odlegle zakątki dorzecza Amazonki, aby się przyjrzeć kulturze współczesnych Indian, spróbować ją zrozumieć w jej różnorodności i nam ją przybliżyć. Tym tropem podążył także antropolog Marek Wołodźko, dla którego grupą odniesienia stali się Indianie Bora z Amazonii peruwiańskiej. Przebywając już wielokrotnie wśród Bora, utrwalił za pomocą zdjęć stan współczesnej kultury tego ludu. Fotografie, wraz z jego komentarzami, mieszczą się w nurcie tzw. antropologii wizualnej, dyscypliny starającej się powiedzieć coś istotnego o świecie za pomocą obrazu fotograficznego.

Wystawa – przygotowana przez Muzeum Etnograficzne w Toruniu w 2010 roku – jest oparta na materiale fotograficznym, filmowym i dźwiękowym zebranym w 2009 roku wśród Bora żyjących nad rzekami Ampiyacu, Yaguasayacu, Zumun i Nanay w Amazonii peruwiańskiej. Obecna gdańska edycja wystawy jest poszerzona o obiekty kultury materialnej Bora i materiał filmowy zebrany przez badacza podczas dwóch kolejnych wyjazdów: wiosną i jesienią 2011 roku. Gdańską edycję wystawy zaprezentowano dodatkowo w specjalnej scenografii przybliżającej klimat miejsca.

Bora to Indianie amazońscy żyjący obecnie w Peru oraz na pograniczu peruwiańsko-kolumbijskim i w Brazylii, gdzie w zasadzie rozpłynęli się w wieloetnicznym środowisku. Bora wraz z innymi grupami – Huitoto, Ocaina, Muinane, Miraña, Resigaro – należą do areału kulturowego, który w literaturze antropologicznej przywykło się nazywać gente del centro (ludzie centrum). Pierwsze kontakty z Bora nawiązywali misjonarze w XVII wieku. Intensywniejsze kontakty z tym ludem nastąpiły w okresie boomu kauczukowego na przełomie XIX i XX wieku, choć często miały one w efekcie charakter eksterminacyjny i wyniszczający tę kulturę. W latach 30. XX wieku Bora zostali przesiedleni z Kolumbii na obecne obszary w Peru, a na przełomie lat 70. i 80. ubiegłego wieku zaczęli się osiedlać na obrzeżach Pevas – starej metyskiej osady przy ujściu Ampiyacu do Amazonki.

Bora do dzisiejszego dnia zachowali wiele aspektów swej tradycyjnej kultury, na przykład kopieniaczą uprawę ziemi, polowania, rybołówstwo oraz fiesty będące znaczącym elementem ich obrzędowości. Liczba fiest dochodzi nawet do kilkunastu w ciągu roku i zamyka się nie tylko w obrębie własnej grupy. Ważnym aspektem zachowania tożsamości jest obszar kultury związany z koką, ampiri i tytoniem. Używane są one zarówno do celów rytualnych, jak i na potrzeby życia codziennego. Ich znaczenie w kulturze Bora jest tak duże, że dla odróżnienia tej społeczności od innych grup tubylczych nadano im hiszpański etnonim gente de la coca (‘ludzie koki’). Koka, ampiri i tytoń są używane głównie przez mężczyzn. Każda z nich według Bora jest ludzka i święta zarazem. Efekt zażywania substancji rytualnych, jeśli się je stosuje zgodnie z tradycją, jest pozytywny, obronny i przeciwdestrukcyjny. Tylko złe, niezgodne z tradycją stosowanie daje skutki negatywne.

Obecnie w wyniku egzystowania obok siebie społeczności tubylczych z narodowo-metyskimi uwidacznia się coraz większy synkretyzm kulturowy – wymieszanie i przenikanie cech kulturowych. Ludzie Bora oprócz wciąż jeszcze plecionych przez siebie koszy i wypalanych naczyń glinianych używają także plastikowych misek, metalowych naczyń i garnków, a prócz tradycyjnych pułapek na zwierzęta – również broń palną. Ważnym miejscem i centrum życia w obrębie osad Bora były i jeszcze są maloki – tradycyjne duże chaty komunalne, pod których dachem toczyło się normalne i obrzędowe życie kilku lub kilkunastu spokrewnionych ze sobą rodzin. Obecnie maloka to miejsce spotkań i wspólnie obchodzonych świąt, a ludzie zamieszkują w pojedynczych drewnianych domach krytych liśćmi palmowymi. W domach są meble: stoły, ławy, nawet święte obrazy, a w ostatnim czasie także komputery. Oprócz trzech tradycyjnych używek doszła także wódka z trzciny cukrowej, tzw. trago. Bora zachowali swoje tańce i pieśni. Na co dzień noszą się po europejsku, tylko na występy przed turystami wyglądają tak, jak wymaga tego tradycja.

Działalność misji spowodowała przyjęcie i włączenie do świata tubylczych wierzeń etykę i religię chrześcijańską. Edukacja szkolna nie tylko daje dzieciom znajomość języka hiszpańskiego, ale także rozszerza ich horyzonty na świat zewnętrzny, dając im zarazem inny punkt widzenia na swoją własną kulturę. A jednak mężczyźni Bora wciąż w tym samym miejscu – w patio de la coca – po prawej stronie od wejścia do maloki, obok bębnów manguare siadają wieczorami w krąg na niewielkich drewnianych stołkach i żują kokę. Podają sobie ampiri w plastikowych buteleczkach i drewnianym patyczkiem nakładają na język. Palą ręcznie robione papierosy mapacho. Czyżby świat używek był najtrwalszym elementem własnej kultury, najdłużej opierającym się wzorom świata zewnętrznego?

Autor prezentowanych na wystawie fotografii przyznaje ze szczerością, że czasami robił zdjęcia z trzech powodów: 1) ponieważ niejednokrotnie nie wiedział, co ze sobą zrobić, a jedyne, co rozumiał, to to, jak działa aparat; 2) gdy robił zdjęcia, nie wiedząc, co się dzieje, ale miał nadzieję, że kiedyś patrząc na nie, zrozumie to; 3) robił zdjęcia w zachwycie nad pięknem świata, którego miał szczęście dotknąć i które chciał utrwalić.

Marek Wołodźko – antropolog, freelancer, doktorant w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej w Poznaniu. Prowadził badania etnograficzne w Amazonii wenezuelskiej, ekwadorskiej, kolumbijskiej i peruwiańskiej wśród Indian E’ñapa, Hodi, Saneme, Makiritare, Kofan, Arabela, Huitoto, Bora oraz w Kanadzie w Kolumbii Brytyjskiej.

Wystawa potrwa do: 21 maja
Muzeum Narodowe, Oddział Etnografii – Spichlerz Opacki
ul. Cystersów 19
Gdańsk

Dodaj komentarz