Od 21 lutego 2012 roku w Muzeum Śląskim w Katowicach można podziwiać dzieło Jana Matejki Zabicie Wapowskiego w czasie koronacji Henryka Walezego.

Jan Matejko, „Zabicie Wapowskiego w czasie koronacji Henryka Walezego”, 1861 (źródło: materiał prasowy)
Obraz Jana Matejki, od lat uznawany za zaginiony będzie można zobaczyć w Muzeum Śląskim. Dzieło Zabicie Wapowskiego w czasie koronacji Henryka Walezego, pierwszy wielopostaciowy obraz Matejki, po raz pierwszy zostanie udostępniony w Galerii Malarstwa Polskiego 1800-1945.
Obraz Jana Matejki został odnaleziony przez Salon Antyków Connaisseur, który dokonał tego sensacyjnego odkrycia w Ameryce Południowej, gdzie obraz znajdował się w prywatnej kolekcji. Obecny właściciel dzieła przekazał je w depozyt do Muzeum Śląskiego. Wcześniej obraz został sprowadzony do Krakowa, gdzie od 9 stycznia przez dwa tygodnie był prezentowany na Wawelu.
Obraz pozostający przez blisko 150 lat w prywatnych rękach jest w dobrym stanie, oprawiony w dawne ramy, które otrzymał pod nadzorem Matejki. Poddanie dzieła zabiegom konserwatorskim w cenionej pracowni na Wawelu przywróciło mu dawny blask, nie ujmując wieku.
Matejko ukończył obraz w 1861 roku, po czym był on wystawiony w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, a w 1862 w warszawskiej Zachęcie, kiedy to został zakupiony od artysty przez księcia Władysława Sanguszkę za gigantyczną na ówczesne czasy kwotę 800 florenów. W 1883 roku był jednym z dzieł pokazywanych na wystawie jubileuszowej Matejki na Wawelu. Ostatnia dotąd publiczna prezentacja Zabicia Wapowskiego, użyczonego przez ówczesnego właściciela księcia Eustachego Sanguszkę, miała miejsce w roku 1894 podczas Wystawy Krajowej we Lwowie. Na dużej wystawie w warszawskiej Zachęcie, w 1938 roku, pokazano już tylko szkic olejny i trzy z wielu szkiców rysunkowych do obrazu, do którego młody Matejko przygotowywał się z ogromną starannością.
Wyjątkowość Zabicia Wapowskiego podczas koronacji Henryka Walezego polega na tym, że jest pierwszą wielopostaciową kompozycją Matejki i zarazem jednym z tzw. obrazów wawelskich artysty. Osoby dramatu rozmieszczone są w kilku planach, a każda z nich obdarzona przez artystę emocjami. Tematem obrazu jest znane z historii i z literatury krwawe wydarzenie na dziedzińcu wawelskim w roku 1574. Podczas turnieju uświetniającego uroczystości koronacyjne Henryka Walezego kopię zatkniętą przez Samuela Zborowskiego podjął dworzanin kasztelana wojnickiego, Jana Tęczyńskiego. Zborowski, sobiepan i awanturnik, ale pochodzący z wysokiego rodu, uznał to za obrazę tak dużą, że zaatakował kasztelana Tęczyńskiego śmiertelnie raniąc kasztelana przemyskiego, Andrzeja Wapowskiego usiłującego zapobiec burdzie.
Matejko przedstawił w swoim obrazie scenę, w której dogorywającego (lub martwego już) Wapowskiego świadkowie wydarzenia wnieśli na wawelskie komnaty domagając się od króla sprawiedliwości. Zabójstwo szlachcica było surowo ścigane przez prawo, a wydobycie broni w obliczu króla stanowiło zbrodnię przeciw majestatowi karaną gardłem. O prawo upomina się centralnie usytuowany kasztelan Tęczyński. Zakłopotanie Henryka Walezego wskazuje, że słaby, uwikłany w elekcyjne komeraże ze Zborowskimi, król nie będzie w stanie prawa wyegzekwować, gdy dotyka ono przedstawiciela możnego rodu.
Scenę umieszczoną w komnacie wawelskiej cechuje zagęszczenie, stłoczenie, które podkreślać będzie siłę wyrazu również późniejszych płócien historycznych Matejki. Pomimo, iż jest to dzieło zaledwie 23-letniego wówczas artysty, można w nim dostrzec wyjątkową dojrzałość kompozycji, swobodę i lekkość malowania – bez szkicu wykonanego bezpośrednio na płótnie, śmiałość w doborze kolorów oraz przemyślany i czytelny sposób budowania narracji.
Obraz będzie można oglądać do 6 marca
Muzeum Śląskie
al. W. Korfantego 3
Katowice
Powielanie, przetwarzanie i dalsze rozpowszechnianie treści i materiałów zamieszczonych w O.pl Polskim Portalu Kultury, w jakikolwiek sposób, w całości lub w części, bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy jest zabronione.
Dokument jako zjawisko kulturowe, czy artystyczne bardzo długo nie istniał w polskiej świadomości fotograficznej. Oczywiście od samego wynalezienia fotografii był realizowany jako praktyka rzemieślnicza, nie będąc brany pod uwagę w koncepcjach teoretycznych pojawiających się w obrębie fotografii artystycznej od drugiej połowy XIX wieku. Początkowo, mimo rzemieślniczej postawy, miał w sobie także znamiona artyzmu, aby wymienić tylko dokonania Walerego Rzewuskiego, Karola Beyera czy Awita Szuberta.
Roman Opałka malował czas, swój czas. Czynił to przy użyciu znaków notacji systemu dziesiętnego. Można mówić o narracji w tych obrazach, o ich skrytej fabule. Osnowę dzieła Opałki stanowi odwaga duszy artysty, wątek utrwalanie czasu jednej egzystencji – własnego życia malarza układającego ową narrację bądź fabułę. To, co rzeczywiste ujęte zostało przez: "sfumato jednej egzystencji – w dochodzeniu do bieli absolutnej" – jak mówił malarz w naszej rozmowie.
Zastanawiam się, dlaczego nie znałem bliżej twórczości fotograficznej Lucjana Demidowskiego z Lublina? Dlaczego nie wiedziałem i nie pisałem o jego pracach z lat 70-80. czy 90. XX wieku? Dlaczego nie promowały go, poza wystawami lubelskiego BWA, inne galerie, jak np. bardzo wpływowa w latach 80. i 90. Galeria Biała? Nie wnikam w te sprawy, ale świadczą one o przynależności konkretnych twórców do określonych środowisk, co wpływa na niekorzyść ogólnego obrazu sztuki, nie tylko tej z Lublina.
W 2001 roku z hałaśliwej yassowej rewolucji, bez wątpienia najważniejszego zjawiska muzyki polskiej lat 90., pozostało już bardzo niewiele. Sztandarowy zespół Miłość – już bez Leszka Możdżera i Mikołaja Trzaski – istniał jeszcze rok, do śmierci perkusisty Jacka Oltera. Większość yassowych zespołów właśnie się rozpadła, albo miała nagrać najwyżej jeszcze jedną płytę (Łoskot czy Maestro Trytony). Muzycy, których koncepcje i nonkonformizm przebudowały scenę kilka lat wcześniej, musieli szukać sobie nowej tożsamości i nowych celów. Nie było przeciw czemu już się buntować, wygasł rewolucyjny impet, pozostała sztuka.
O stanie wojennym dowiedziałem się z radiowego wystąpienia generała Jaruzelskiego, trzynastego grudnia 1981 roku, o godzinie siódmej rano, w hotelu Victoria w Warszawie. Natychmiast pobiegłem obudzić moich kolegów plastyków – uczestników Kongresu Kultury. Byłem dość odporny na arogancję i manipulacyjne zabiegi tej totalitarnej władzy, ponieważ udawało mi się realizować różne inicjatywy, dzięki którym zachowałem poczucie wolności: mówiłem sobie, że WY macie cenzurę, wojsko, milicję i służby bezpieczeństwa, a ja mam swoje IDEE. Taka sytuacja dawała nawet pewną moralną satysfakcję, bo mogłem się odgryzać, trafiając w najczulsze miejsce: chociaż trochę naruszałem ICH deprawujący wpływ na duchowość obywateli.
Dwadzieścia lat jakie minęło od Jesieni Ludów skłania do przemyślenia pojęcia Europa Środkowa i do zastanowienia się, jaki jest sens tego pojęcia dzisiaj, w nowym kontekście politycznym i w obliczu nowych wyzwań społecznych, kulturowych i cywilizacyjnych. Czy w XXI wieku jest jeszcze sens posługiwania się tym pojęciem? Kiedy, przyszły prezydent Czechosłowacji, w słynnym odczycie wygłoszonym na Uniwersytecie Londyńskim w 1915 roku mówił o Europie Środkowej, miał na myśli szczególny obszar etniczny zamieszkały przez małe narody, obszar rozciągający się od Salonik i Triestu, na południu, po Gdańsk (Danzig) i Petersburg na północy.
U have turned off the Artwork.
On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.
Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...
In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.
CODEMANIPULATORNajważniejszy Newsletter Polskiej Kultury
Dołącz do O.pl