3 września 2009 roku w Galerii Pionova w Gdańsku odbędzie się wernisaż wystawy fotografii Kamili Kulik, pt.: Karolina – zainspirowanej twórczością Brunona Schulza. Wystawa będzie otwarta do 25 września 2009 roku.

fot. Kamila Kulik
Prezentowany cykl jest wynikiem fascynacji twórczością Brunona Schulza. Pomimo tego, że schulzowskie opowiadania są główną inspiracją nie chodziło tylko o ich zilustrowanie lecz o próbę wykreowania własnej rzeczywistości. Seria powstała w zamyśle jako opowieść, atmosfera zdjęć oscyluje pomiędzy rzeczywistością a snem, zmusza do poszukiwań, do czytania zawartych w nich historii a także do tworzenia swoich własnych. Cykl Karolina jest wynikiem tęsknoty za niesamowitością świata a jednocześnie dążeniem do stworzenia swojego własnego na podstawie wspomnień i marzeń. Celem autorki było ukazania dzieciństwa przez pryzmat zarówno dziecka jak i osoby dorosłej oraz połączenie dziecięcej fascynacji z nostalgicznym dystansem właściwym dorosłemu człowiekowi.
Fotografią interesuję się właściwie od zawsze, wcześniej jako odbiorca a od 2,5 roku sama robię zdjęcia. Zdecydowałam się na to zafascynowana możliwościami aparatu holga, który pomimo tego że jest nieskomplikowany i bardzo prosty w obsłudze, daje niesamowite rezultaty. Ten średnioformatowy aparat poprzez swoje właściwości, takie jak winietowanie, specyficzne ostrzenie i zniekształcanie obrazu, odrealnia rzeczywistość, sprawia, że trudno określić kiedy powstała dana fotografia. Uwielbiam również fotografować polaroidem ze względu na wyjątkową kolorystykę zdjęć i natychmiastowy efekt. Moje prace inspirowane są w większej mierze literaturą i filmem aniżeli twórczością innych fotografów. W fotografii bardziej interesuje mnie wymyślanie historii i kreowanie mojej własnej rzeczywistości od jej dokumentalnego aspektu. Pomysły na zdjęcia najpierw pojawiają mi się w głowie i często czekają jakiś czas na realizację. Kamila Kulik.
Od 3 do 25 września 2009 roku
Galeria Pionova w Gdańsku
Powielanie, przetwarzanie i dalsze rozpowszechnianie treści i materiałów zamieszczonych w O.pl Polskim Portalu Kultury, w jakikolwiek sposób, w całości lub w części, bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy jest zabronione.
Dokument jako zjawisko kulturowe, czy artystyczne bardzo długo nie istniał w polskiej świadomości fotograficznej. Oczywiście od samego wynalezienia fotografii był realizowany jako praktyka rzemieślnicza, nie będąc brany pod uwagę w koncepcjach teoretycznych pojawiających się w obrębie fotografii artystycznej od drugiej połowy XIX wieku. Początkowo, mimo rzemieślniczej postawy, miał w sobie także znamiona artyzmu, aby wymienić tylko dokonania Walerego Rzewuskiego, Karola Beyera czy Awita Szuberta.
Roman Opałka malował czas, swój czas. Czynił to przy użyciu znaków notacji systemu dziesiętnego. Można mówić o narracji w tych obrazach, o ich skrytej fabule. Osnowę dzieła Opałki stanowi odwaga duszy artysty, wątek utrwalanie czasu jednej egzystencji – własnego życia malarza układającego ową narrację bądź fabułę. To, co rzeczywiste ujęte zostało przez: "sfumato jednej egzystencji – w dochodzeniu do bieli absolutnej" – jak mówił malarz w naszej rozmowie.
Zastanawiam się, dlaczego nie znałem bliżej twórczości fotograficznej Lucjana Demidowskiego z Lublina? Dlaczego nie wiedziałem i nie pisałem o jego pracach z lat 70-80. czy 90. XX wieku? Dlaczego nie promowały go, poza wystawami lubelskiego BWA, inne galerie, jak np. bardzo wpływowa w latach 80. i 90. Galeria Biała? Nie wnikam w te sprawy, ale świadczą one o przynależności konkretnych twórców do określonych środowisk, co wpływa na niekorzyść ogólnego obrazu sztuki, nie tylko tej z Lublina.
W 2001 roku z hałaśliwej yassowej rewolucji, bez wątpienia najważniejszego zjawiska muzyki polskiej lat 90., pozostało już bardzo niewiele. Sztandarowy zespół Miłość – już bez Leszka Możdżera i Mikołaja Trzaski – istniał jeszcze rok, do śmierci perkusisty Jacka Oltera. Większość yassowych zespołów właśnie się rozpadła, albo miała nagrać najwyżej jeszcze jedną płytę (Łoskot czy Maestro Trytony). Muzycy, których koncepcje i nonkonformizm przebudowały scenę kilka lat wcześniej, musieli szukać sobie nowej tożsamości i nowych celów. Nie było przeciw czemu już się buntować, wygasł rewolucyjny impet, pozostała sztuka.
O stanie wojennym dowiedziałem się z radiowego wystąpienia generała Jaruzelskiego, trzynastego grudnia 1981 roku, o godzinie siódmej rano, w hotelu Victoria w Warszawie. Natychmiast pobiegłem obudzić moich kolegów plastyków – uczestników Kongresu Kultury. Byłem dość odporny na arogancję i manipulacyjne zabiegi tej totalitarnej władzy, ponieważ udawało mi się realizować różne inicjatywy, dzięki którym zachowałem poczucie wolności: mówiłem sobie, że WY macie cenzurę, wojsko, milicję i służby bezpieczeństwa, a ja mam swoje IDEE. Taka sytuacja dawała nawet pewną moralną satysfakcję, bo mogłem się odgryzać, trafiając w najczulsze miejsce: chociaż trochę naruszałem ICH deprawujący wpływ na duchowość obywateli.
Dwadzieścia lat jakie minęło od Jesieni Ludów skłania do przemyślenia pojęcia Europa Środkowa i do zastanowienia się, jaki jest sens tego pojęcia dzisiaj, w nowym kontekście politycznym i w obliczu nowych wyzwań społecznych, kulturowych i cywilizacyjnych. Czy w XXI wieku jest jeszcze sens posługiwania się tym pojęciem? Kiedy, przyszły prezydent Czechosłowacji, w słynnym odczycie wygłoszonym na Uniwersytecie Londyńskim w 1915 roku mówił o Europie Środkowej, miał na myśli szczególny obszar etniczny zamieszkały przez małe narody, obszar rozciągający się od Salonik i Triestu, na południu, po Gdańsk (Danzig) i Petersburg na północy.
U have turned off the Artwork.
On the other hand U have become integrated with an interactive art experience.
Yes, U can go back but U can't change the fact that U've been integrated...
In case U want 2 turn the Artwork back on just click one of the other buttons.
CODEMANIPULATORNajważniejszy Newsletter Polskiej Kultury
Dołącz do O.pl