Prywatna klinika

W Teatrze im. S. Jaracza w Olsztynie odbędzie się premierowy pokaz spektaklu Johna Chapmana i Dave’a Freemana Prywatna klinika w reżyserii Jerzego Bończaka.

prywatnaklinika2_485
Jak mocno splata się grubość portfela z miłością wie tylko Harriet – główna bohaterka Prywatnej kliniki tandemu Chapman-Freeman. Domorosła finansistka wychodzi z założenia, że wszelkie zyski brutto i netto oraz lokaty z maksymalnym oprocentowaniem zaczynają się w łóżku. Harriet jest mutacją Amora i Leszka Balcerowicza, a jej recepta na finansowy sukces, przy minimalnym wkładzie własnym (bez poręczycieli i żyrantów) brzmi: kto powiedział, że można mieć tylko jednego kochanka. Dwóch to piękna, okrągła liczba parzysta, kto z dwójki skorzysta, dwa razy zyska. O rozbijaniu małżeństw kochanków nie może być mowy – istota ekonomicznego systemu ległaby w gruzach. Poza tym, Hariett traktuje samą siebie iście praktycznie, wyznając: „to, że mężczyzna od czasu do czasu korzysta z taksówki, nie oznacza, że musi pozbyć się swojego samochodu”.
Należy również wierzyć w szczerość Harriet, gdy stwierdza, że gdyby państwo bardziej się starało, gdyby cud gospodarczy był bardziej widoczny, od razu zrezygnowałaby z jednego kochanka. Pazerna nie jest. Tak oto ekonomia, rodem z rządowych gabinetów przekłada się na życie współczesnej kobiety. Sytuacja, niestety, grozi krachem na łóżkowej giełdzie, gdy pewnego dnia do jej domu trafiają wszystkie czynniki i wskaźniki biznesu: dwaj kochankowie, żony dwojga kochanków i weterynarz z żoną na przyczepkę. Czarny wtorek na Wall Street to przy tym betka…
Prywatna klinika jest zwariowaną sztuką, pełną galopujących gagów, zwrotów akcji, wpadek, pomyłek i komicznych szaleństw. To rasowa, angielska farsa z główną ideą: wywołać u widza paroksyzm śmiechu, ale w ten sposób, by śmiech życie ośmieszał, a przynajmniej budował do niego oczyszczający i zdrowy dystans. Wszak całując kochanka można zawsze wyszeptać wewnętrznie, do siebie: pójdź złoto do złota, oto ma hossa!

Dodaj komentarz